Kiedyś kość słoniowa, obecnie prestiż zawodu

10 lat temu powstało Stowarzyszenie Polskich Stroicieli Fortepianów. Jak wyglądały początki oraz w jakim obecnie miejscu jest stowarzyszenie rozmawiamy z Andrzejem Kruszewskim, prezesem zarządu.

17 marca minęło 10 lat od pierwszego założycielskiego Walnego Zebrania Członków stowarzyszenia. Skąd pomysł, by stroiciele się zrzeszyli?
To efekt potrzeby silnej współpracy, potrzeby integracji środowiska, która narastała w nas od dłuższego czasu. Kroplą, która przelała ten ciężar i spowodowała, że to już ten moment, była akcja z kością słoniową na klawiaturach fortepianowych u Marka Musiała. Wówczas policja zarekwirowała na kilka miesięcy jego fortepiany.
W 2007 roku zmieniła się w Polsce ustawa o ochronie przyrody, na mocy której sprowadzający fortepiany z kością słoniową popełniają przestępstwo. Definiowano to, jako sprzedaż kości słoniowej pochodzącej z zabijanych słoni, co naturalnie jest bzdurą.
Nie wiedzieliśmy o tym i początkowo nie wiedzieliśmy jak sobie z tym poradzić. Ta sytuacja mocno nas dotknęła. Rozmawialiśmy ze sobą, że jest tyle ważnych tematów, które nas dotyczą, a przez 30 lat nie było żadnej organizacji czy miejsca, gdzie można by te sprawy zebrać i „coś” z nimi robić.

Andrzej Kruszewski podczas strojenia fortepianu

Stroiciele mieli już swoją organizację?
Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była organizacja, która reprezentowała stroicieli, ale ze względu na stan wojenny w Polsce rozsypała się. Do tego jeden z głównych jej założycieli wyjechał na stałe zagranicę.
Nastrój w latach osiemdziesiątych był w społeczeństwie dość ponury i ludzie nie mieli ochoty się zrzeszać. Po upadku komunizmu w latach dziewięćdziesiątych zaczęto pędzić „na własnych działalnościach”, próbując sobie radzić w nowej rzeczywistości zarabiając pieniądze.
Dopiero w 2007 roku sytuacja dojrzała, by spotkali się stroiciele z całej Polski. Inicjatywa spotkania się wyszła ode mnie i Andrzeja Włodarczyka, a na spotkanie założycielskie przyjechało 37 osób. Nie zakładaliśmy od razu, że to będzie stowarzyszenie, bardziej chodziło nam o stworzenie miejsca, gdzie możemy się spotkać, porozmawiać o swoich zawodowych problemach, wymienić się doświadczeniami.

Jak zakończyła się sprawa z kością słoniową?
Znaleźliśmy ścieżkę jak się bronić przez niesłusznymi oskarżeniami o wprowadzanie nielegalnej kości do obrotu. Jakie dokumenty trzeba złożyć, by uniknąć problemów z policją. Dzięki Markowi Musiałowi udało się zebrać to wszystko w całość, opracowaliśmy rodzaj mapy drogowej i przekazaliśmy między sobą.
Problemy z kością słoniową mieliśmy nie tylko my, ale również nasi klienci, którzy nieświadomi skutków ogłaszali w prasie, że sprzedadzą pianino z nakładkami z kości słoniowej. Kończyło to się wizytą policji, wyrokami sądowymi, karami finansowymi. Sam uczestniczyłem jako biegły sądowy w rozprawie, gdzie mój klient dostał wyrok trzech miesięcy kary więzienia w zawieszeniu i przepadek pianina. To był absurd, tym bardziej, że nakładka z kości słoniowej na klawiaturze nie zwiększa wartości rynkowej pianina czy fortepianu. To jedynie rodzaj prestiżu.

Czy po 10 latach takie przypadki się zdarzają?
Bardzo rzadko, zwłaszcza wśród stroicieli. Wiemy, że wpierw należy uzyskać ekspertyzę dotyczącą pianina i złożyć stosowane oświadczenie w Ministerstwie Rolnictwa – co to jest za kość, czy ona jest kompletna, z jakiego okresu pochodzi. Jako stowarzyszenie trzymamy „rękę na pulsie” i jeżeli wchodzą regulacje, które nas dotyczą, to informujemy o nich naszych członków.

W jakim miejscu jest teraz stowarzyszenie?
10 lat to okrągła liczba, ale jak na organizacje społeczną to nie jest długi okres istnienia. Od tego spotkania w wiejskiej świetlicy w Grodzisku Mazowieckiem w 2007 roku do momentu, w jakim obecnie się znajdujemy zrobiliśmy wielki krok. Jest nadal wiele tematów, którymi powinniśmy się zająć.
Tematem numer jeden jest podnoszenie prestiżu zawodu. Stanisław Leszczyński z Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina – podobnie jak i my – uważa, że stroiciel to zawód artystyczny, który ma wpływ na to, jaki będzie ostateczny efekt artystyczny wydarzenia. Dlatego organizatorzy różnych koncertów w Polsce nie mogą dzwonić do stroiciela na dwie godziny przed wydarzeniem, bo organizatorom przypomniało się, że trzeba fortepian nastroić. Stroiciel to jest ktoś, kto od samego początku powinien być ujmowany w planowaniu wydarzenia.
Nazwisko stroiciela powinno pojawiać się na plakatach, ulotkach czy w programach imprez muzycznych. To obustronna korzyść – organizator będzie wiedział, że stroiciel to jest ktoś istotny, kogo nie można pominąć (skoro będzie na plakacie), a z drugiej strony stroiciel znacznie wcześniej będzie wiedział, kiedy odbędzie się strojenie.

Od wielu lat fortepiany przed Koncertami Chopinowskimi w Łazienkach przygotowuje Andrzej Kruszewski. Koncerty odbywają się w każdą niedzielę o godz. 12.00 i 16.00.

Czy świadomość pianistów przez ten czas zmieniła się?
Współpraca z pianistami najczęściej jest samą przyjemnością, a szczególnie z tymi, którzy są muzykami artystycznie zrealizowanymi. Z reguły są to osoby, które już wiedzą, jak ważna jest praca stroiciela. Pianiści za mało wiedzą na temat kwestii technicznych samego fortepianu. Chcemy to zmienić i temu będzie służyć m.in. współpraca z NIFC w zakresie organizacji wspólnych warsztatów dla studentów uczelni muzycznych. Z jednej strony stroiciele będą mogli dowiedzieć się, co denerwuje pianistów w nastrojonych instrumentach, więc tu jest szansa dialogu na wyższym poziomie profesjonalizmu, a z drugiej by muzyk zrozumiał, że nie da się w dwie godziny przygotować 40-letniego instrumentu do takiego poziomu, by spokojnie na nim zagrać i mieć jeszcze z tego radość artystyczną.

Podnoszenie prestiżu zawodu to nie tylko walka o nazwisko na plakatach koncertów, ale również inny status zawodowy stroiciela w szkole muzycznej.
To są zaszłości z odległych lat. Jako stroiciele jesteśmy często zaszeregowani w obsłudze  budynku szkoły muzycznej, łącznie z paniami sprzątaczkami. Tu też sporo jest do zmiany, ale będzie nam łatwiej o zmiany, jak nazwisko stroiciela pojawi się na plakacie, bo świadomość tego jak ważny jest stroiciel w życiu instrumentu będzie większa.

Dwa lata temu stworzyliście Kodeks Etyczny Zawodu Stroiciela. Po co taki kodeks?
To są w ogóle fundamenty tego stowarzyszenia. Niekoniecznie trzeba być najlepszym stroicielem w Polsce, ale jeśli czegoś nie wie się, a przecież każdy znajdzie się prędzej czy później w takiej sytuacji, to dzięki stowarzyszeniu jest możliwość zapytania się innych kolegów, jak sobie poradzić z problemem zawodowym. Nie może być miejsca na niesolidność, bo to zszarga opinie stroicielowi i innym kolegom z branży.
Każdy z nas pracuje na swój prestiż. To podpora naszej pracy, a poprzez obecność w stowarzyszeniu także podpora organizacji. Dlatego tak trudno się do stowarzyszenia dostać – potrzeba aż czterech obecnych członków stowarzyszenia, którzy ręczą za jakość pracy osoby wprowadzanej. Dzięki temu stowarzyszenie staje się podporą dla samych stroicieli, bo za konkretnym stroicielem staje marka i doświadczenie innych członków.

Andrzej Kruszewski